- Kto choruje częściej na koronawirusa?
- Skąd się biorą różnice w śmiertelności w różnych krajach?
- Jak wygląda "atak" wirusa na komórki?
Wiemy, że wychodząc z łazienki, warto mieć w ręku szmatkę zamoczoną w detergencie, by przetrzeć klamkę, klucz w drzwiach i może właśnie część zakupów. Wiemy, że maseczkę zdejmujemy za gumkę albo troczki. Nigdy zaś – chwytając za część, która przykrywała nos i usta. Jednorazową natychmiast wyrzucamy i myjemy ręce, a wielorazową wrzucamy do umywalki i pierzemy w bardzo gorącej wodzie i detergencie. Ostatnio głośno było o tym, że wirus być może nie ginie całkowicie w 60°C. Nawet jeśli tak jest, sprawę załatwi mydło lub detergent. Osłonka wirusa jest na niego bardzo wrażliwa.
81% zakażonych przechodzi infekcję z łagodnymi objawami
Wielu z nas zadaje sobie jednak pytanie, dlaczego u jednych zakażenie wirusem przechodzi bez echa, a u innych powoduje poważne konsekwencje, ze śmiercią włącznie. Jak to jest, że do poważnych czy krytycznych stanów dochodzi na przykład u ludzi młodych i silnych, u których nie stwierdza się tzw. chorób współistniejących. Z odpowiedzią przychodzą pierwsze, wciąż nieliczne, ale dobrze umocowane podejrzenia naukowców.
Przypomnijmy: z dotychczasowych, wstępnych badań wynika, że 81% zakażonych przechodzi infekcję z nielicznymi albo łagodnymi objawami. To dane amerykańskiego Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób. Chińscy naukowcy twierdzą, że najbardziej narażone na trudny przebieg choroby COVID-19 są osoby po 60. roku życia. W Stanach Zjednoczonych nawet 60% osób w wieku 75–84 lat wymaga hospitalizacji. W grupie wiekowej 20–44 lat potrzebujących pomocy personelu medycznego jest nie więcej niż 21%. Z pewnością bardziej narażeni na ciężką postać choroby są osoby chorujące na serce, cukrzycy i pacjenci onkologiczni. Pamiętajmy, że serce i inne organy, jak np. nerki czy wątroba, mogą też być osłabione w wyniku leczenia bardzo wielu chorób.
Mężczyźni chorują częściej
Przed cięższą postacią COVID-19 wydaje się chronić płeć. W Chinach zaobserwowano, że mężczyźni stanowią 58% hospitalizowanych. Takie obserwacje poczyniono też we Włoszech i Stanach Zjedno-czonych. Niektórzy podejrzewają, że chodzi o to, że mężczyźni mają inne nawyki społeczne – rzadziej myją ręce czy częściej palą. Ale podejrzewa się tu też fakt, że mogą mieć słabszy niż kobiety system odpornościowy. Naukowcy od dawna podejrzewają, że podwójny chromosom X u kobiet chroni je przed wieloma schorzeniami.
I właśnie w genach prawdopodobnie tkwi odpowiedź na najbardziej nurtujące pytanie – dlaczego większość mimo zakażenia nie choruje lub przechodzi chorobę łagodnie? I skąd biorą się różnice w śmiertelności między różnymi krajami. Wyjaśnienia dostarcza mechanizm działania koronawirusa. W naszym ciele próbuje on udawać pewien hormon i, podobnie jak on, przyczepia się do komórek znajdujących się na powierzchni niektórych organów, przede wszystkim płuc. Ale nie przywiera do całych komórek, lecz do receptorów na nich, czyli szczególnych miejsc, które stanowią dla różnych substancji „bramy”.
Zanim układ odpornościowy rozpozna intruza i wyśle przeciw niemu pierwsze „wojska”, oszukana komórka wpuszcza go i niestety pozwala mu namnożyć się w swoim wnętrzu. Wirus nie tylko zyskuje swoje kopie, ale by je rozproszyć, rozbija komórkę, niszcząc ją.
Okazuje się jednak, że u wielu z nas nie dochodzi do tego. Że wirus, kiedy dotrze do tych komórek, zwyczajnie nie dostaje się do nich, czyli nie ma możliwości namnażania się, a w konsekwencji – powodowania zniszczeń w płucach. Odpowiedzialne za to są najprawdopodobniej różnice genetyczne między ludźmi. Sprawiają one, że u niektórych receptory na komórkach są odrobinę inaczej zbudowane. A inna budowa sprawia, że klucz, którym posługuje się wirus, po prostu do nich nie pasuje. Wtedy jedyną reakcją organizmu może być na przykład stan podgorączkowy wynikający z rozpoznania przez ciało intruza i mobilizowania przeciw niemu układu odpornościowego.
Karolina Kasperek
Zdjęcie Główne: Pixabay