Na wstępie chciałbym podzielić się z Państwem pewną historią, która dosadnie pokazuje, jak dużo można stracić, gdy w relacji sadownik – dystrybutor środków ochrony roślin dla tej drugiej strony liczy się głównie zysk ze sprzedaży produktów. Miałem ogromną przyjemność kilkukrotnie w tym roku rozmawiać z producentką owoców z południowych regionów naszego kraju. Problem, z którym się zgłosiła, został bardzo szybko zdiagnozowany – sad był silnie zasiedlony przez tarcznika niszczyciela. Niestety, przez kilka lat wspomniana sadowniczka była nieświadoma tego, z czym faktycznie ma do czynienia, zapewniana przez doradców pewnej firmy, że uszkodzenia na pędach, zawiązkach czy owocach są objawami niedoboru składników pokarmowych. Dzięki własnej dociekliwości, po wielu nieudanych próbach ratowania drzew produktami zalecanymi przez tychże doradców, znalazła odpowiedź na pytanie, czym są te „dziwne tarczki na korze”. Niestety, przez kilka sezonów ochrona „pod nadzorem doradców” była prowadzona w sposób nieskuteczny. Powyższy wstęp do artykułu był niezbędny, aby podkreślić, jak ważna w naszej pracy jest sprawdzona wiedza bądź wsparcie osób, których nadrzędnym celem powinno być „pomóc”, a nie „wyłącznie sprzedać produkty z własnego portfolio”.
Tarcznik niszczyciel: jak dużo można stracić

