Rekord już padł, kilka tygodni temu, ale podwyżki nadal nie mają końca. Stawki rosną z tygodnia na tydzień, a niektórzy skupujący podsyłają aktualizacje cenników nawet dwukrotnie w danym tygodniu, aby zachęcić rolników do sprzedaży. Żywca na rynku jest mało, a zakłady nadal się biją o towar. Jałówki, krowy, byki - wszystko schodzi na pniu...
- Podstawiłem samochód po kilkanaście sztuk. Dałem cenę 17,5 zł/kg za byki, większość w klasie R. A hodowca mówi, że nie sprzeda, bo inny zakład dał mu o złotówkę więcej. Nie pamiętam takich czasów, żeby w kilka dni podnosić tak ceny. Na rynku jest wariactwo - mówi inny skupujący.
Bardzo dobrze, że ceny nadal idą w górę, bo koszty rolnikom rosną z dnia na dzień. Mało kto powie, że mu się opłaca opas. Wystarczy zajrzeć do najnowszych notowań cen zbóż czy nawozów. Rachunki za gaz i prąd też wszyscy otrzymują wyższe. Z czego się cieszyć kiedy wszystko drożeje?
Cieszyć się zapewne będą Ci, którzy są niezależni od stosowania preparatów mlekozastępczych, poekstrakcyjnej śruty sojowej i rzepakowej oraz mają zapas swoich zbóż i pasz objętościowych. Nie zmienia to jednak faktu, że drożeje paliwo, media i nawozy, które są potrzebne w gospodarstwie na już. Koszty pracy również rosną, bo pracownicy chcą zarabiać coraz więcej i nic dziwnego, inflacja galopuje.
Ceny bydła – rynkowa zabawa w "kto da więcej"

